Niestety nadszedł czas… odpoczynku
Każdy z nas ma opcję wzięcia urlopu, który ma mu posłużyć do naładowania baterii do dalczej pracy – tak zrobiłem i ja. Z tego powodu, blog zostaje czasowo zawieszony do mniej więcej początku września.
Mam nadzieje, że po przerwie będziecie nadal tak chętnie go odwiedzali jak teraz.
Mamy tarczę i to nie tylko antyrakietową
Dzisiaj po wielomiesięcznych negocjacjach została parafowana umowa o amerykańskiej tarczy antyrakietowej, której silosy mają stanąć na terytorium Polski. Kilka dni temu w poście USA śpi kiedy Gruzja płonie napisałem:
Będziemy dysponować kilkudziesięcioma antyrakietami przeciwko… ponad 15 000 głowic nuklearnych Rosji. Nie byłaby to jeszcze jakaś straszna katastrofa, gdyby tarcza gwarantowała nam poparcie Stanów Zjednoczonych w ewentualnej wojnie , ale ich stosunek do lojalnych sojuszników widzimy właśnie na ekranach naszych telewizorów.
I całe szczęście takie zapewnienie dostaliśmy od negocjatorów USA. Najpotężniejsze mocarstwo świata ,,zobowiązuje się do ścisłej współpracy na wypadek zagrożenia Polski ze strony trzeciej – i zaoferuje pomoc militarną i innego rodzajów” – powiedział premier Donald Tusk. Póki co to jedynie suche zapewnienie, ale dla bezpieczeństwa Polski jest ono ważniejsze niż umieszczenie na naszym terytorium rakiet Patriot – idąc za jakże świeżym (a raczej wciąż aktualnym) przykładem agresji Rosji na Gruzję: nawet ten nowoczesny system nie zapewniłby nam odparcia zmasowanego ataku tak silnego państwa. Poparcie USA (zwłaszcza zbrojne) byłoby niezbędne, jeżeli chcemy myśleć o obronieniu naszego kraju lub o kontrofensywie.
A skoro już jesteśmy przy Stanach Zjednoczonych i Gruzji – administracja Georga Busha wreszcie podjęła jakieś zdecydowane kroki, ale trzeba zaznaczyć, że była bardzo opieszała i bojaźliwa. Udzieliła pomocy dopiero przy silnym wsparciu politycznym Unii Europejskiej, NATO i krajów bałtyckich (pod przewodnictwem Lecha Kaczyńskiego). Na szczęście opóźnienia wynagradza skala działań: USA zagroziła Rosji sankcjami i wyizolowaniem ze światowej polityki. Mało tego, wysłała nawet pomoc humanitarną w postaci… okrętów wojennych. Nikt nie wątpi, że flota będzie tylko udzielała hospitalizacji rannym – szczególnie Moskwa, która natychmiast zaczęła wycofywać wojska z Gori i przemieściła je w kierunku portu nadmorskiego w Poti. Mniej znaczącą, ale symboliczną (bo pierwszą) sankcję nałożył Sojusz Północnoatlantycki – nie dopuścił on rosyjskich okrętów do udziału w międzynarodowych manewrach antyterrorystycznych na Morzu Śródziemnym.
Tak więc USA wywiązało się z gruzińskiego mandatu zaufania, co jest kolejnym gwarantem wykonania naszych umów oraz jeszcze mocniej ociepla relacje na linii Warszawa – Waszyngton.
Przemówienie Lecha Kaczyńskiego, wodza Kaczyńskiego
W tej kwestii o której będę pisał nie jest ważne, czy to Gruzja zaatakowała, czy Rosja, czy ktoś popiera PO, czy PiS – liczy się samo wczorajsze wystąpienie naszego prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi. Pomimo tego, że nie głosowałem na niego, to co powiedział w Gruzji zrobiło na mnie piorunujące wrażenie i to w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
,,Jesteśmy po to, aby podjąć walkę. Po raz pierwszy nasi sąsiedzi pokazali twarz, którą znamy od setek lat. To Rosja, to kraj, który chce podporządkować sobie sąsiednie kraje. My mówimy nie!” – takimi słowami prezydent wzbudzał kolejne owacje wśród ludzi zebranych na konferencji. Słowa doniosłe, ale czy nie zaszkodzą polityce zagranicznej naszego kraju? Najprawdopodobniej nie, a już samo wystąpienie przyniosło wielkie korzyści. Polska wyszła na przewodniczącego narodów bałtyckich jak i całego frontu antyrosyjskiego, a sam fakt, że przy obecności innych głów państw (Ukrainy – Wiktor Juszczenko, Estonii – Toomas Hendrik Ilves, Litwy – Valdas Adamkus oraz premier Łotwy Ivars Godmanis) to właśnie nasz prezydent wygłasza taką mowę, ma ważne, symboliczne znaczenie. Dzięki temu udało nam się wzbudzić poparcie wśród krajów partnerskich, jak i przekazać zapewnienie, że pomimo wszystkich przeciwności na froncie z Moskwą nie pozostaną sami.
Ale czemu Lech Kaczyński to zrobił? Czy Radosław Sikorski, szef polskiej dyplomacji, nie ma racji, że te przemówienie było zbyt kontrowersyjne? W to, że mowa ta miała wywołać zainteresowanie polskich mediów nikt chyba nie wątpi. Prezydent Polski zbyt mocno zaangażował się w budowanie sojuszu Warszawa-Kijów-Tbilisi aby teraz wszystko stracić – musi walczyć o głosy wyborców, a takie niewątpliwie by zyskał w przypadku sfinalizowaniu umów o rurociągu omijającym Rosję.
USA śpi kiedy Gruzja płonie
Rosja wbrew wcześniejszym deklaracjom pogwałciła prawa mandatu pokojowego, na mocy którego stacjonowały jej wojska w Osetii Południowej i wkroczyła na terytorium Gruzji. Ba, w chwili kiedy to pisze właśnie skończyło się orędzie do narodu prezydenta Michała Saakaszwili i wynika z niego, że już 50 % terytorium kraju znajduje się pod rosyjską okupacją. A co na to USA? Nic.
Prawda jest jasna i bolesna, oprócz przetransportowania gruzińskich żołnierzy z Iraku Stany Zjednoczone nie wspomogły swojego sojusznika w stanie wojny. Nawet przeważnie ostro miatający słowami George Bush zachował dziwny umiar. Skrytykował oczywiście poczynania Rosji, ale nie było żadnej deklaracji pomocy militarnej lub ekonomicznej.
I teraz musimy się poważnie zastanowić nad sytuacją Polski w tym całym zamęcie. Żyjemy w kraju, w którym ma stanąć ważny element amerykańskiej tarczy antyrakietowej, więc de facto narażamy się Rosji. Nie oszukujmy się, że system ten ma bronić USA i Polskę przez zagrożeniem ze strony Iranu, jest on jawnie wymierzony przeciwko domniemanej agresji Moskwy. Będziemy dysponować kilkudziesięcioma antyrakietami przeciwko… ponad 15 000 głowic nuklearnych Rosji. Nie byłaby to jeszcze jakśa straszna katastrofa, gdyby tarcza gwarantowała nam poparcie w ewentualnej wojnie Stanów Zjednoczonych, ale ich stosunek do lojalnych sojuszników widzimy właśnie na ekranach naszych telewizorów.
Duchy ,,zimnej wojny”, czyli dlaczego mówimy o agresji Rosji na Gruzję, a nie na odwrót
Od dawna uważałem, że każdy naród ma prawo do niepodległości i całkowitej niezależności, dlatego popierałem ruchy w Kosowie jak i fakt, że przy okazji olimpiady w Chinach cały świat zwrócił uwagę na Tybet. Oczywiście zdawałem sobie sprawę ze wszechobecnych wpływów najsilniejszych krajów na takie przewroty wolnościowe, ale dopiero sytuacja w Gruzji pokazała jak są one potężne – w przeciwieństwie do rozłamu Serbii, media polskie (jak i spora część zagranicznych) potępiły dążenia Osetii Południowej do zjednoczenia z Rosją. Dlaczego?
Kosowo dążyło do pojednania z zachodem, USA czyli ze strefą, z której pochodzi większość źródeł informacyjnych współczesnego świata. O ile rzetelność wiadomości raczej nie budzi wątpliwości, to ich interpetacja zwraca uwagę na jednostronne przedstawienie sytuacji. Słyszymy o bombach zrzuconych na terytorium Gruzji, ale informacje o tym, że w tym samym czasie w wyniku operacji wojskowych tego kraju zginęło wielokrotnie więcej ludzi zostają nam podane na samym końcu albo w ogóle. Ale nie tylko media ukierunkowują naszą opinię przeciwko Rosji – czyni to również historia. Wszyscy pamiętamy komunizm, ZSRR jak i wpływ Moskwy na sytuację Polski w czasach PRL. Niestety nadal odczuwamy silny rusofobizm, który zagnieździł się gdzieś w naszych umysłach jak i w polityce. Nie dajmy się jednak zwariować i starajmy się patrzeć na wydarzenia obiektywnie.
Tyle tytułem wstępu, którego wymaga się od pierwszego posta. Kolejne wpisy nie będą już takie “drętwe” i przesączone nadmiernym pesynizmem, a zajmą się bardziej samą polityką zagraniczną naszego kraju, dlatego zapraszam do aktywnego przeglądania tej strony.
